Dziś 2019-09-21 imieniny obchodzą: Bożeciech, Bożydar, Hipolit, Hipolita, Ifigenia, Jonasz, Laurenty, Mateusz, Mira,
 
 
Wiadomości powsińskie 2011.02
Kościół marzeń
Wychowanie dzieci - kochać to znaczy wymagać
"Ojczyzna to polszczyzna"
Poglądy niepopularne - 14 lutego - Walentynki
Internet - jedna z najczęstrzych przyczyn grzechu
Jubileusz Zespołu śpiewaczego „Powsinianie” na XXI Festiwalu „Śpiskie zwyki”
Rok 2010 w Caritas w Powsinie
Z życia parafii
Najnowsze wieści z Powsina



Kościół marzeń


W jednych z numerów grudniowych gazeta „Rzeczpospolita” opublikowała opracowany wespół z Katolicką Agencją Informacyjną raport o stanie Kościoła w Polsce. Są w nim artykuły analityczne, wywiady, a także ankieta na temat Kościoła idealnego.
Obraz religijności Polaków, jaki wyłania się z tego dokumentu, jest niepokojąco niejednoznaczny. Bo z jednej strony wciąż szczycimy się wysoką, jak na warunki europejskie, frekwencją w niedzielnej liturgii, nie ma drastycznego kryzysu powołań kapłańskich, obyczaje, zwłaszcza świąteczne, wciąż są nasycone tradycją katolicką, ale z drugiej – obserwuje się wyraźny regres religijności młodzieży, świeccy coraz mniej identyfikują się z nauką moralną i społeczną Kościoła, laicyzacja nieuchronnie postępuje. To są fakty powszechnie znane i nie starczyłoby miejsca w naszej gazetce, aby odpowiednio się zmierzyć z tymi problemami. Mnie w omawianym Raporcie najbardziej zainteresowała ankieta pt. „Kościół, o jakim marzę”. Wypowiedzieli się w niej różni znani ludzie, duchowni i świeccy. Kilka z tych wypowiedzi częściowo zacytuję, aby, czy to w polemice, czy w zgodzie, sformować mój osobisty obraz Kościoła marzeń.
Oto fragment wypowiedzi cenionego i popularnego aktora Jerzego Stuhra: „ Zatrzymałem się niedawno w przepięknej średniowiecznej katedrze w Orvieto. Pomyślałem sobie, że to jest właśnie mój Kościół: wyzbyty wszelkich ozdób, pozwalający mi rzeczywiście się skupić i oddać głębokiej refleksji, nie zaś podziwiać złoto, feretrony, obrazy. Dla człowieka teatru każda teatralizacja w „życiu” czy przeradzanie się liturgii w spektakl jest strasznie drażniąca. Epatowanie widza to jest powinność teatru. Chciałbym usłyszeć od kapłana jedynie wrażliwą, gorąca interpretację Ewangelii. Niekiedy doznawałem czegoś takiego na prowincji krajów latynoskich: skromność i skupienie wyłącznie na Słowie Bożym. I to jest mój Kościół. Ale rzadko odnajduję go w Polsce. Czasami podczas kazania słyszę słowa politycznej agitacji, co tak mnie wyprowadza z równowagi, że - bywa – wychodzę z kościoła. [.....] Dla mnie wiara mieszka nie w największej na świecie figurze Chrystusa, lecz w maleńkiej kapliczce w moim wiejskim ogrodzie..”.
A to fragment wypowiedzi Jana Pospieszalskiego, znanego publicysty i muzyka:  „Moje marzenia o Kościele są niewyszukane. Kult boży i głoszenie Słowa Bożego – to zadania niezmienne i wystarczy je dobrze wypełniać. Niewiele jest miejsc, gdzie należytą uwagę poświęca się muzyce i przygotowaniu niedzielnych celebracji. [...}Trudno nam będzie po latach radosnej twórczości proboszczów dyletantów i architektów nieuków zmienić budownictwo sakralne schyłkowych lat Peerelu i pierwszych lat III RP. [...] Jak groźny jest brak kompetencji, jak wielkie zadufanie kapłanów i inwestorów, widać na Jasnej Górze. Wystawienie pod szczytem koszmarnych pomniczków z tajemnicami różańca i gigantycznego pomnika Prymasa Tysiąclecia zniszczyło widok klasztoru[...]”.
Z tych wypowiedzi wyłania się interpretacja Kościoła jako obiektu, czyli budynku wraz z „obsługą”.  Ocena Kościoła dokonuje się wyłącznie przy użyciu szeroko wprawdzie rozumianych, ale za to wyłącznie, kryteriów estetycznych.  Mnie się to wydaje marginalnym. Czy w świątyni są złocone feretrony, czy ich nie ma, jakiś ksiądz ma dar wymowy, a inny nie bardzo, nie powinno decydować - i de facto nie decyduje - ani o życiu przepełnionym autentyczną wiarą tak jednostki, jak i wspólnoty religijnej. A jeśli ktoś w uroczystej liturgii dostrzega tylko teatralne gesty, a nieprzepełnioną wiarą w Bożą obecność, pełną atencji i powagi ofiarę, lub wychodzi ze Mszy przed Przeistoczeniem, to – moim zdaniem – ma poważne braki w podstawach deklarowanego wyznania. Oczywiście, nie twierdzę, że względy estetyczne podczas przeżywania liturgii czy modlitwy w świątyni są absolutnie nieistotne. Mogą one ubogacić klimat naszej modlitwy, albo czymś tam drażnić. Osobiście uważam, że nic nie zastąpi chorału gregoriańskiego w muzyce kościelnej, zaś wkroczenie piosenek oazowych do liturgii mszalnej było błędem, którego skutków nie da się już naprawić. Ale cóż to za problem wobec faktu, że – jak podaje omawiany Raport – 48% katolików w Polsce jest zdania, że „Kościół nie jest konieczny do tego, aby być człowiekiem wierzącym”. To jest problem! To jest wyzwanie dla duszpasterzy i nie tylko.  Okazuje się, że nigdy dość przypominania, że Kościół to wspólnota wiernych. Są w niej osoby konsekrowane i świeckie. Nikt nie jest w niej ważniejszy, czy mniej ważny. Nie ma Kościoła bez sakramentów, a więc i kapłaństwa, ale kapłanów i innych osób konsekrowanych nie byłoby bez rodzin, czyli wiernych świeckich. Każdy, zgodnie ze swoim stanem, ma obowiązki w Kościele, nie tylko księża. Najbardziej powszechny, a jednocześnie szkodliwy mit, to, że owi „oni”, czyli księża, biskupi, mają powinności, a my świeccy – tylko oczekiwania i pretensje. Dlatego identyfikuję się z inną osobą, uczestniczącą w ankiecie omawianego Raportu, a mianowicie z Panem Leszkiem Mądzikiem, reżyserem, twórcą wyjątkowego teatru – słynnej Sceny Plastycznej KUL. Oto jego wypowiedź: 
Chciałbym, aby nastąpiło zintegrowanie wiernych ze strukturą Kościoła, bo grozi nam myślenie typu: jestem wierzący, ale Kościół instytucjonalny nie jest mi do wiary potrzebny. Chciałbym, aby większa refleksja towarzyszyła decyzjom o chrzcie czy ślubie tzn. byśmy czynili to po refleksji na temat istoty sprawy, a mniej z obawy przed opiniami innych. Oczekiwałbym także od nas wszystkich większej znajomości Biblii, bo śladowo znamy to, co jest istotą wiary. [...] Oczekuję też indywidualnego kontaktu z kapłanem, który zidentyfikuje rozmówcę personalnie: kim jest, jaką ma rodzinę. Tak powstaje parafialna więź [...] Potrzeba tej wyrozumiałości – wobec tych, co błądzą, upadają czy czasami nie dają sobie rady. Za tym idzie zaglądanie w głąb człowieka: w jego słabość, upadki i bezradność”.  
Ale żeby do tego kontaktu pomiędzy duszpasterzem a świeckim doszło, musi być otwarcie i potrzeba obu stron. Jak w sloganie popularnej piosenki: bo do tanga trzeba dwojga. Jeśli świecki przyjmuje postawę bierną lub wręcz wrogą, jak może ksiądz zbudować tę więź, o której wspomina Pan L. Mądzik? Każda aktywność księdza w tym względzie wobec takich osób w naszych czasach jest traktowana jako narzucanie wiary, brak respektu dla cudzego, odmiennego światopoglądu, mieszanie się kleru do nieswoich spraw, itd.  W takich sytuacjach znacznie większe pole działania ma właśnie wierny świecki, bowiem styka się z osobami niewierzącymi i poszukującymi w sposób naturalny: w pracy, w sytuacjach towarzyskich. Oczywiście, jest wielką sztuką tak „zareklamować” świat swojej wiary, aby innych nie zniechęcić do religii i Kościoła. A więc trzeba samemu praktykować, co się głosi, uszanować wybory i wątpliwości innych, mieć w końcu jakiś zasób wiedzy o swojej religii, żeby być partnerem w dyskusjach. Ale do tego wszystkiego jest niezbędna świadoma obecność w Kościele, a nie tylko powielanie pewnego obyczaju. Ja wiem, że jest bardzo nie popularnym pogląd, że świecki ma zadania w Kościele, a nie tylko ksiądz, ale lepszy czy gorszy ksiądz nie zwalnia nas w żadnym zakresie z bycia chrześcijaninem świadomym i zaangażowanym.
Moje osobiste marzenie o Kościele kształtuje się według ducha wspólnot pierwszych chrześcijan. Były małe, nieliczne, ale prawdziwe: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4, 32). Jeśli proces odchodzenia od kościoła masowego, państwowego jest nieuchronny, to niech ostaną się ci, którzy kochają swoją wiarę i wspólnotę religijną, nie wstydzą się o niej świadczyć, angażują swój czas i umiejętności w jej funkcjonowanie. Tylko tyle i aż tyle!
Na koniec oddaję głos osobie, która świadczy swoim życiem o Kościele jako Chrystusowej wspólnocie – charyzmatycznej siostrze Małgorzacie Chmielewskiej ze Wspólnoty  Chleb Życia, opiekującej się bezdomnymi i najuboższymi: „Od sióstr i braci w wierze oczekuję zaangażowania – płynącego z modlitwy – w budowaniu miłości tam, gdzie każdy z nas jest. Od wszystkich, w tym od siebie – przedkładania Chrystusa ponad wszystko. [...] Kościół jest powszechny i najpierw jesteśmy chrześcijanami, potem Polakami, członkami jakiejś rodziny, mieszkańcami regionu. Kościół marzeń to wspólnota dobroci płynącej z Boga”.
Wszystkie zacytowane wypowiedzi pochodzą z dodatku specjalnego „Kościół w Polsce. Raport” do dziennika „Rzeczpospolita” z dnia 9.12.2010 r.

Maria Zadrużna



Wychowanie dzieci - kochać to znaczy wymagać

W 1979 roku, na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Jan Paweł II mówił: „Pragnę […] wypowiedzieć tę radość, jaką dla każdego z nas stanowią dzieci, wiosna życia, zadatek przyszłości każdej dzisiejszej ojczyzny. Żaden kraj na świecie, żaden system polityczny nie może myśleć o swej przyszłości inaczej, jak tylko poprzez wizję tych nowych pokoleń, które przejmą od swoich rodziców wielorakie dziedzictwo wartości, zadań i dążeń zarówno własnego narodu, jak też całej rodziny ludzkiej”.
Dziś, kiedy społeczeństwa europejskie starzeją się (odsetek osób po 65 roku życia w województwie mazowieckim w 2009 roku wyniósł prawie 18%) dobro, jakim są dzieci dla przyszłych pokoleń staje się tym wyraźniejsze. Jednak czy naprawdę potrafimy je docenić?
Docenić, to znaczy zobaczyć ich wartość, pragnąć je zrozumieć a przed wszystkim kochać. Dziecko, które nie doświadcza miłości rodziców nie będzie umiało dać tej miłości. Dlatego tak ważnym postulatem, czasami zapominanym, staje się mądra miłość – nie egoistyczne wpatrzenie w dziecko, ale miłość mądra, wymagająca, wychowująca. Czym jest wychowanie dziecka – próbą pokazania mu, jak żyć aby pragnąć tego co dobre, aby umieć wybierać i żyć pragnieniem świętości, ciągłej pracy nad sobą samym.
W dzisiejszym „nowoczesnym” świecie najczęściej stykamy się z dwoma pokusami w zmaganiach wychowawczych. Pierwszą z nich jest dawanie czasu „dobrego jakościowo” dziecku. Jesteśmy zabiegani, zapracowani więc niejednokrotnie mówimy: nie mam dużo czasu, żeby spędzić go z synem czy córką, ale za to jaki to czas…Kino, ZOO, wyjazd to Tunezji, kupimy jakąś najnowszą zabawkę (bo inne dzieci z klasy już ją mają, a telewizja ją szeroko reklamuje). Tymczasem nie istnieje możliwość zamiany ilości czasu na intensywną jakość. Dziecko potrzebuje chwili „straconej” w domu, na spacerze, na wspólnej zabawie z rodzicami, byciu razem, uczeniu się razem tradycji – tych narodowych, ale też naszych małych, rodzinnych. 
Drugą pokusą, niestety bardzo promowaną w mediach, jest dawanie dziecku we wszystkim wolnego wyboru. Dochodzi nawet do patologii, w których dziecko wezwane w szkole do odpowiedzi mówi: „nie chce mi się dziś odpowiadać”. Dzieciom należy się szacunek, ale to nie oznacza jeszcze, że o wszystkim one same mogą decydować. Dziecko powinno znać granice i wiedzieć czego nie wolno. Czy kiedy widzimy jak dziecko wbiega na ulicę łapiemy je mocno za rękę (nawet jeśli przez chwilę to zaboli), żeby nie zrobiło sobie krzywdy, czy też pytamy: możemy Cię mocniej złapać, czy to nie zrani Twojej osobowości? Od dzieci trzeba wymagać, to nasze rodzicielskie powołanie.
Zasady te często nie są łatwe do wypełnienia w codziennym życiu, ale warto o nie walczyć. Oznacza to również, a może przede wszystkim, konieczność wymagania od samego siebie.
Rodzice, którzy są jednością, razem współpracują w wychowywaniu dzieci i nie podważają wzajemnie swoich decyzji w stosunku do dziecka, dają w ten sposób oparcie sobie wzajemnie i stanowią przykład dla syna czy córki. Ich role wzajemnie się dopełniają.  Mama, delikatniejsza, z większą dozą empatii, dzięki temu łatwiej rozumie z pozoru błahe dramaty potomstwa. Bardzo ważna jest również rola taty, którego stałe uczestnictwo w życiu dzieci daje im poczucie wartości i umożliwia pełniejszą realizację siebie, później już w dorosłym życiu.
Reasumując proponuję krótki, rodzicielski rachunek sumienia: jakie stałe obowiązki mają nasze dzieci, czy moje dziecko rzeczywiście ponosi konsekwencje swojego złego zachowania,  jak moje dzieci odnoszą się do osób starszych i swoich kolegów, czy potrafią się dzielić, czy potrafią szanować pracę, kiedy ostatni dostały drogi prezent i czy była to jakaś wyjątkowa okazja? Myślę, że naprawdę warto czasami, wspólnie ze współmałżonkiem, zadać sobie analogiczne pytania.

Małgorzata Kupisz-Urbańska



"Ojczyzna, to polszczyzna"

Dokładnie rok temu w kościołach naszych czytany był list Episkopatu pt. „Bezcenne dobro języka polskiego”. Nie wzbudził on żadnego zainteresowania stacji telewizyjnych i radiowych oraz gazet. Myśmy tego wysłuchali i niestety, zapomnieli. Myślę, że dlatego, iż nie poruszał on nabrzmiałych, sensacyjnych problemów. Dramatyczne wołanie Pasterzy zostało skierowane w pierwszym rzędzie do dziennikarzy, aby ratowali zagrożony język ojczysty i jego kulturę. Te wartości kiedyś były bronione aż do przelania krwi, gdy zaborcy rugowali je ze szkół i urzędów. Znalazły one oparcie tylko i wyłącznie w zdecydowanej postawie polskiego Kościoła. To wiara i kultura, przekazywane w języku ojczystym, jednoczyły Polaków i pozwoliły przetrwać Narodowi. Ojczyzna, „to ta ziemia droga, gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga, gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła w polskiej mnie mowie pacierza uczyła”, pisała Maria Konopnicka. Odrażający język, nieskładny bełkot pełen wulgaryzmów, słyszeć się daje wszędzie: na ulicy, w tramwaju i przy spotkaniach towarzyskich. Coraz więcej ludzi, bez względu na płeć, wiek i wykształcenie, używa słów niegodnych ludzi ochrzczonych i mających się za katolików. To dramatyczne wołanie Biskupów jest próbą powstrzymania walca, miażdżącego polską mowę i polską kulturę. Czy język nasz, w zastraszającym tempie przemian, ma szansę przetrwać?  -  oto jest pytanie wypływające ze wspomnianego listu Episkopatu. Mówimy niedbale i chełpimy się używaniem obcojęzycznych słów, których znaczenia często nie rozumiemy. Dla przykładu:  -  weekend i niedziela, to nie to samo! Niedziela była i jest Dniem Pańskim. Sobota lub inny dzień, to dni wolne od pracy. Na górze Synaj Mojżesz otrzymał tablice Dziesięciu Przykazań, a w trzecim Bóg wyraźnie napisał: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Kościół katolicki wzmocnił to przykazanie swoim nakazem: „w niedziele i święta we Mszy św. nabożnie brać udział”. To w niedziele i święta znikały różnice stanowe i majątkowe między ludźmi. Wobec Boga wszyscy byli równi. W ostatnich latach modne stają się m.in. następujące słowa: kreatywność oraz  celebryci.  Pierwszy wyraz, to tworzenie, czyli wykonywanie czegoś, a drugi, to osoby szczególnie wyróżniające się w życiu publicznym, a więc nie wszyscy. Wystarczy posłuchać, jak ci rzekomo kreatywni i ci znani celebryci mówią, żeby nigdy już nie uwierzyć w ich tak zwany „autorytet”. Więcej gorszą ludzi, niż im pomagają, bo zacierają różnicę między pięknem a brzydotą, między dobrem a złem.  Henryk Sienkiewicz, który w niezrównany sposób rozpalił serca i wyobraźnię nas, Polaków, napisał też słowa:  -  „Bóg tworząc Polaków rzekł im: daję wam spiż dźwięczny a niespożyty, a wy z tego tworzywa uczynicie mowę waszą”. Powoli z upływem wieków powstali mistrzowie słowa. Kto nie zna dziś powiedzenia ojca literatury polskiej, Mikołaja Reja (1505-1569): „Polacy nie gęsi, bo swój język mają”? Jest to ciągle aktualne, gdy tylu łamie sobie języki i często ośmiesza się używając wyrazów z obcych nam języków. Drugim był niesłusznie dziś zapomniany Ks. Jakub Wujek z Wągrowca, jeden z największych humanistów. On to wykonał gigantyczne dzieło, tłumacząc (jednoosobowo) całą Biblię na nasz język ojczysty. Biblia ta, wydana w 1599 r., napisana piękną i zrozumiałą staropolszczyzną, aż do końcowych lat 40-tych XX wieku, stanowiła jedyny, przez ponad 350 lat, podstawowy polski przekład Pisma Świętego, którego fragmentów pokolenia Polaków słuchały w każdą niedzielę podczas Mszy św. Prymas Tysiąclecia, Kardynał Stefan Wyszyński mówił, że swój szacunek dla drugiego człowieka okazujemy, gdy mówimy językiem czystym i zrozumiałym. Rozwój kultury, tak zwanej masowej, spycha, jak mówią Księża Biskupi, rodzimą kulturę na drogę degradacji. Powstają nowe „dni”, takie jak „walentynki”, żywcem przeniesione z kultury anglosaskiej, a więc obcej nam religijnie i kulturowo.  -  Dlaczego to i po co?  -  Młodzi ludzie odpowiadają milczeniem i znaczącym wzruszeniem ramion. Pod datą 14 lutego kalendarz liturgiczny wspomina św. Walentego, męczennika z czasów cesarza Tyberiusza. Podobno święty ten, tuż przed śmiercią wysłał list do uzdrowionej przez siebie córki więziennego strażnika i miał się podpisać: „twój Walenty”. Tyle legenda. My i teraz podpisując swoje listy kierowane do naszych bliskich, używamy słowa: twój, twoja. Tak naprawdę, wprowadzenie walentynek wywołała długa przerwa między Świętami Bożego Narodzenia a Wielkanocą. W tym czasie obroty handlu i zyski spadły znacznie. To pomysłowi i sprytni specjaliści wyszukali opowieść o św. Walentym, rzekomym patronie zakochanych. Wykorzystali tylko jego imię, a nie świętość męczennika. Gdy nie wiadomo wprost, o co chodzi, zawsze idzie o materialną i to jak największą korzyść. Na zakończenie, wypada przypomnieć sobie, jak pięknym i zrozumiałym językiem polskim mówił do nas Czcigodny, a niedługo już Błogosławiony Jan Paweł II, słusznie nazywany obrońcą mowy polskiej.

P.S. Tytuł artykułu pochodzi od śp. Senator Krystyny Bochenek, którą miałem zaszczyt poznać, a która była niezapomnianą organizatorką „Dyktanda Ogólnopolskiego”, do udziału w którym i mnie zachęcała. Pani Senator zginęła 10 kwietnia 2010 r., w drodze do Katynia, w tragicznej katastrofie rządowego samolotu pod Smoleńskiem.

Zygmunt Karaszewski



Poglądy niepopularne - 14 lutego - Walentynki

Do Polski praktyka obchodzenia walentynek trafiła w latach 90-tych XX wieku. Jest to zatem stosunkowo młody przejaw obyczajowości, wyrażającej się poprzez wysyłanie listów i obdarowywanie prezentami osoby szczególnie nam drogiej i bliskiej.
Analizując  główny nurt, z którego wywodzi się ten obyczaj, można jednoznacznie wskazać kulturę francuską i kraje anglosaskie, ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych. Idea walentynek ma również swoich przeciwników. Przeciwnicy komercjalizacji i amerykanizacji życia wskazują na komercyjny wymiar obchodów, w ujęciu wydatków ponoszonych w okresie stagnacji handlu i usług, pomiędzy Świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocą. Niektóre osoby deklarujące się jako samotne ze świadomego wyboru, obchodzenie walentynek piętnują jako przejaw świętowania „tyranii bycia w związku”.
W ujęciu nauczania i tradycji Kościoła 14 lutego wspominamy Świętego Walentego – biskupa i męczennika i od imienia tego świętego pochodzi nazwa walentynki.
Święty Walenty był kapłanem rzymskim w czasie prześladowań. Niewiele znamy szczegółów historycznych na temat jego życia, jednakże z istniejących przekazów wiemy o nim następujące rzeczy: asystował męczennikom za wiarę w czasie ich procesów i egzekucji, pojmany pomimo tortur, nie chciał zaprzeć się Chrystusa za co został ścięty 14 lutego prawdopodobnie 269 roku.

Według różnych przekazów Św. Walenty w czasie swojego życia udzielał ślubów legionistom w czasie kiedy Rzymianie zakazywali im wstępowania w związki małżeńskie. W czasie pobytu w więzieniu nawrócił strażnika więziennego i uzdrowił jego córkę a w dniu śmierci wysłał do niej list, w którym dawał wskazówki, jak prowadzić chrześcijańskie życie. List był zaadresowany następującymi słowami: "Dla Ciebie od Twojego Walentego".   
Jako osoby wychowane w tradycji chrześcijańskiej, jesteśmy niejako złamani postrzeganiem zdarzeń w ujęciu świętości osób, których życie rozpatrujemy. Być może, paradoksalnie, aby odkryć wymowę świadectwa życia świętych dla nas, potrzebujemy spojrzenia świeckiego na konkretne działanie i w konkretnej sytuacji. Potrzebujemy analizy niemalże analogicznej do tak popularnej w dzisiejszych czasach techniki dobrych praktyk. Dzięki temu zidentyfikujemy czynniki, które zadecydowały o jej sukcesie i przejmiemy wypracowane przez nią rozwiązania. Zanalizujmy zatem, w tym ujęciu, jeden przekazywany nam przez tradycję Kościoła obraz z życia Św. Walentego.
Dorosły mężczyzna odbywa karę wiezienia. Ograniczenie wolności nie jest być może tak bolesne, jak wspomnienia procesów i męczeństwa wielu znanych mu osób, których znał i z którymi być może się przyjaźnił. Świat, w którym przyszło mu żyć, prześladuje jego poglądy. Być może codziennie w więzieniu widuje oprawców swoich przyjaciół. Wie, że po tym jak publicznie nie zaparł się swoich przekonań jego czas jest bliski. Terror i prześladowania przybierają na sile. I w tym momencie, w tej trudnej dla niego chwili, zauważa cierpienie drugiego człowieka, zauważa cierpienie wroga –strażnika. Córka strażnika straciła wzrok. Św. Walenty wyprasza dla niej cud uzdrowienia a w dniu śmierci pisze do niej list, w którym daje jej wskazówki jak prowadzić życie chrześcijańskie.
W tym krótkim obrazie dotykamy tajemnicy siły jaką nam daje przynależność do Chrystusa. Postępowanie Św. Walentego jest niejako odblaskiem spojrzenia Jezusa, tego samego spojrzenia, które w jednej chwili przemieniło ciekawskiego zwierzchnika celników Zacheusza, tak diametralnie, że on bogacz, wołał do nieznanego mężczyzny: PANIE !.(Łk 19, 1-10).
Postawa Św. Walentego to spojrzenie z miłością na chorych, cierpiących, potrzebujących to potrzeba niesienia miłości, nadziei i pokrzepienia, nawet wtedy kiedy po ludzku nie ma już nadziei, każdego dnia i w każdej sytuacji.
Czy czerwone serduszko z napisem „I love you” to wszystko na co nas stać? Czy w modlitwie pamiętamy  o tych którym wysyłamy kartki? Czy dostrzegamy potrzeby i cierpienie tych, których nie ma na naszej liście adresatów kartek walentynkowych?

Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Walentynki
www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/swieci/02-14b.php3

Aleksandra Kupisz-Dynowska


 
Internet - jedna z najczęstrzych przyczyn grzechu

Wielu rodziców najchętniej usunęłoby go na zawsze z komputerów  mówiąc, że nic pożytecznego on nie przynosi, że wypełniony jest nieodpowiednimi stronami, grami oraz innymi treściami przemawiającymi za tym, iż jest on zły. Jednak zastanówmy się nad plusami wchodzenia do Internetu.
Wejdźmy na przykład na stronę 
WWW.dominik.salezjanie.pl :  możemy dowiedzieć się czegoś więcej na temat św. Dominika, wysłuchać świadectwa Sylwii, oraz wiele innych.
Dla ludzi chcących głębiej rozważyć czytanie na Mszy Św., lub zapoznać się z Katechizmem Kościoła Katolickiego serdecznie zapraszam na
www.nonpossumus.pl
.

Natomiast osoby szukające odpowiedzi na temat okultyzmu, sekt, spirytyzmu oraz wielu innych zagrożeń duchowych mogą wejść na główną stronę ks. Aleksandra Posadzkiego i posłuchać jego wywiadów (http://www.aleksanderposacki.pl).

Między innymi:
1. Złego nie dotykaj bo zginiesz
2. O okultyzmie i wierze
3. Szatan atakuje nie ustannie
4. Wyrwani z sieci szatana

Oczywiście nie są to jedyne strony warte odwiedzenia i tak np.:

Ochrona człowieka przed manipulacją psychologiczną, dydaktyczną i ideologiczną oraz niesienie pomocy ludziom uwikłanym w sekty, a także ich bliskim przyjaciołom, http://www.badzwolny.pl/
Dla tych którzy mają trudności z zakupieniem Biblii, www.biblia.pl

Dla ludzi poszukujących ciekawych informacji ze świata i Kościoła:  www.wiara.pl

Jeżeli interesuje cię treść dokumentów Jana Pawła 2 , zapraszam na stronę www.nauczaniejp2.pl
Sami widzimy, że Internet może służyć również  do rozwoju duchowego. Naprawdę zachęcam aby poświęcić choć jedną chwilę i zapoznaniać się z powyższymi stronami, mogę gwarantować, że nikt na tym źle nie wyjdzie a tylko zyska.

Kamila Wielogórska



Jubileusz Zespołu śpiewaczego „Powsinianie”  na XXI Festiwalu „Śpiskie zwyki”

Zespół śpiewaczy „Powsinianie” piątą rocznicę powstania obchodził w dniach 14 – 17 stycznia 2011 r. w trakcie wyjazdu na Spisz. Po dość długiej drodze, z przerwą w Krakowie na modlitwę w Kościele Mariackim i chwilę refleksji przy oknie na Franciszkańskiej 3, w swoje niezwykle gościnne progi, przyjął nas Pijarski Ośrodek Edukacyjno-Wypoczynkowy „Pieniny Spiskie” w Łapszach Niżnych. To stąd w dniu 15 stycznia br. (sobota) udaliśmy się na rozpoczęcie „Śpiskich zwyków” (spiskich zwyczajów i obrzędów) do Muzeum Zespołu Zamkowego w Niedzicy, gdzie odbywał się konkurs gawędziarzy, solistów skrzypków, śpiewaków oraz grup śpiewaczych z regionu Spisza. Atrakcją tego dnia był także wyjazd do Szczawnicy i spacer po tym znanym ze swoich walorów uzdrowiskowych kurorcie.
W niedzielę w kościele pw. św. Kwiryna w Łapszach Niżnych ks. Grzegorz Osika odprawił Mszę Św. w intencji Zespołu i z jego czynnym udziałem: Tak zeście piyknie śpiywali, ze jas ciarki po plecaf jakiesi łaziyły. A tyń Was organista! - od jego głosu trzynsły sie ściany nasego kościoła. Takiego cego, to tu jesce nie było! - mówiły góralskie dzieci i miejscowe gaździny.
Po takim wzmocnieniu duchowym,  udaliśmy się do Gminnego Centrum Kultury w Niedzicy, gdzie w sali widowiskowej wypełnionej po brzegi przez całe góralskie rodziny, odbywał się konkurs prezentacji scenek rodzajowych, zwyczajów, obrzędów, tańców kultywowanych na Spiszu przez 10 regionalnych zespołów dziecięcych
i młodzieżowych.
Powsinianie zafascynowani regionem, w którym na przestrzeni wieków krzyżowały się różne tradycje narodowe, religijne i kulturowe, przybliżyli uczestnikom festiwalu swoje wilanowskie stroje, teksty i melodie okolic Wilanowa i Powsina (region południowego Mazowsza). Nawiązując do pięknego i różnorodnego repertuaru prezentowanego przez miejscowe zespoły wspomnieli również o swoich niektórych tradycjach i obrzędach takich jak: Herody, Zapusty, Noc Świętojańska, Dożynki, Kiszenie kapusty, Wróżby andrzejkowe czy Pierzawka. Podkreślali przy tym, iż kultywowanie swojej tożsamości opierają na umiejętnym łączeniu tego co ludyczne z niebiańskim co oznacza, iż kultywowanie patriotyzmu, obrzędów i obyczajów ściśle wiążą z uroczystościami kościelnymi. Są to dla wielu uczestników i obserwatorów tych działań wydarzenia niecodzienne i często  postrzegane przez nich, jako swoisty Fenomen powsiński, godny szerokiego rozpowszechnienia.
Występ Powsinian pod kierunkiem kierownika artystycznego Grzegorza Toporowskiego oraz Roberta Woźniaka dyrektora Centrum Kultury Wilanów, nagrodzony został przez Górali gromkimi oklaskami oraz wieloma miłymi słowami uznania i podziękowania. Podkreślić należy, że byliśmy tam jedynymi reprezentantami w naszej kategorii wiekowej, co bardzo podbudowało organizatorów i uczestników „Śpiskich zwyków”.
Bardzo szczęśliwi, że systematyczna praca i atmosfera w której działamy przynosi tak wspaniałe rezultaty, po powrocie do ośrodka, zebraliśmy się w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem na modlitwie dziękczynno-błagalnej. Tam wspominaliśmy i dziękowaliśmy za: pięć lat owocnego działania, niezwykle oddanych sprawie ludzi
(w tym śp. Janeczkę Kosycarz), starą plebanię jako ulubioną naszą siedzibę oraz przychylność księży i sióstr zakonnych. Następnie gorąco prosiliśmy dobrego Boga o dalsze błogosławieństwo dla nas. A wszystko po to, abyśmy byli razem i jedno mieli serce na pożytek Pana Boga naszego, naszej powsińskiej Rodziny i całej Ojczyzny. Mam nadzieję, że te podziękowania i prośby zostały przez każdego z nas powtórzone w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, do którego wstąpiliśmy w drodze powrotnej by właśnie tam, także podziękować Bogu za radosną dla Polaków i całego katolickiego świata informację o dacie wyniesienia Papieża Jana Pawła II na ołtarze.

Teresa Gałczyńska



Rok 2010 w Caritas w Powsinie

Zakończony rok 2010 był już piątym pełnym rokiem działalności Parafialnego Zespołu Caritas w Powsinie. I jak co roku czujemy się w obowiązku rozliczyć z powierzonych nam przez Parafian środków finansowych. Pomoc materialna świadczona na rzecz podopiecznych była podobna do tej, którą świadczyliśmy w ubiegłych latach. Składały się na nią następujące pozycje:



Ponadto zespół zajmował się rozdawaniem żywności uzyskanej nieodpłatnie z Caritas Archidiecezji Warszawskiej.
Poniżej prezentujemy pełne zestawienie przychodów Zespołu Caritas w 2010 roku:



Na dzień 31 grudnia ubiegłego roku Zespół Caritas dysponował kwotą 6 898 zł (różnica między przychodami a wydatkami).
Korzystając z okazji przypominamy, że obecnie funkcję przewodniczącego Parafialnego Zespołu Caritas pełni pani Teresa Wyszyńska.

w imieniu Parafialnego Zespołu Caritas - Justyna i Michał Chodakowscy



Z ŻYCIA PARAFII

 
PARAFIALNA STATYSTYKA AKTÓW KOŚCIELNYCH

Najpierw zajmiemy się Chrztami. Interesujący jest czas chrztu po urodzeniu dziecka. W 2010 r. najwięcej chrztów, bo aż 16 było w przedziale od 7 do 12 miesięcy, licząc od daty urodzenia. W przedziale od 4 do 6 miesięcy  -  było 14 chrztów. Na szczęście są i tacy rodzice, którzy ochrzcili dzieci wkrótce po urodzeniu, do trzech miesięcy  -  6 chrztów. Niestety, są też dwa chrzty dzieci powyżej jednego roku życia. Jeśli chodzi o ilość chrztów za ostatnie trzy lata, statystyka przedstawia się następująco: rok 2008  -  35, 2009  -  45, 2010  -  38.
Zaślubionych - w 2008 r. było 19 małżeństw; z tego 14 z naszej parafii i 5 ślubów z zewnątrz, na podstawie licencji z innej parafii. W 2009 r.  -  na 16 zaślubionych aż 12 par było z zewnątrz, a z naszej parafii tylko 4 śluby. W 2010 r. sytuacja była odwrotna: na 13 par, to 9 z naszej parafii, a tylko cztery z zewnątrz. Przy zawieraniu małżeństw, dla młodych par ważny był wystrój kościoła. Tak się złożyło, że w ciągu dwóch ostatnich lat rusztowania ustawione w naszej świątyni z powodu prac konserwatorskich niejedną parę zniechęciły do ślubu w Powsinie.
Liczba dzieci, które przyjęły Pierwszą Komunię św. w naszym kościele przedstawia się następująco: w 2008 r.  -  23 dzieci, w 2009 r.  -  25, a w 2010 r.  -  34. Wyraźny wzrost ilości pierwszokomunijnych dzieci nastąpił na skutek zasiedlenia nowych domów przez młode małżeństwa. Byłoby jeszcze więcej dzieci, ale wielu rodziców zgłaszało się do nas z prośbą o pozwolenie na I Komunię św. poza naszą parafią.
Na końcu przytoczę liczbę aktów zgonu w roku 2010. Wszystkich pogrzebów było 63, ale z tej liczby tylko 21 z naszej parafii. I tak: najwięcej zgonów odnotowano w Powsinie, bo aż dziewięć, w Bielawie  -  siedem, w Latoszkach  -  jeden i na Kępie Okrzewskiej  -  dwa.

Zazwyczaj w statystyce kościelnej uwzględnia się też ilość rozdanych Komunii św. W roku 2010  -  48 tysięcy, w 2009  -  38 tysięcy, w roku 2008  -  48 tysięcy


STATYSTYKA SANKTUARYJNA


W ciągu ostatnich dwunastu lat od koronacji obrazu Maryi Tęskniącej w 1998 r., aż do 2010 r. włącznie, na podstawie wpisów do Księgi Pielgrzymów, przybywających w zorganizowanych grupach, przedstawiamy trzy wykresy, obrazujące ruch pielgrzymkowy w Powsinie.








W latach 1998-2003 zauważamy wzmożony ruch pielgrzymkowy, sięgający nawet do czterech tysięcy osób rocznie. Tak było w Jubileuszowym Roku 2000. W następnych latach 2004-2010 ilość przybywających pielgrzymów zeszła do poziomu poniżej dwóch tysięcy. Największy spadek odnotowano w 2009 r.-1091 osób. Przyczyną zmniejszania się ruchu pielgrzymkowego w ostatnich dwóch latach mogły być prace remontowe w naszej świątyni. Ponadto w głównym ołtarzu była zakładana pancerna kaseta, chroniąca cudowny obraz przed ogniem i kradzieżą. Przez jakiś czas wizerunek Maryi Tęskniącej w ogóle był wyjęty z ołtarza. Nic więc dziwnego, że ruch pielgrzymkowy w tym okresie był mniejszy.
Przeglądając drugi wykres okazuje się, że najwięcej osób przybywa z Warszawy. W 2010 r. na ogólną liczbę 1240 osób, aż 790 stanowią mieszkańcy Warszawy, czyli 63,7%. W tym samym roku z różnych diecezji  w Polsce przybyło 285 pielgrzymów, sto stanowi 22,9%. Swoją obecność odnotowali również goście z zagranicy  -  50 osób, czyli 4%.
Można więc powiedzieć, że nasze Sanktuarium ma zasięg ogólnopolski. Dalszy rozwój ruchu pielgrzymkowego zależy od rozwijania kultu Madonny Tęskniącej-Powsińskiej. Mamy do dyspozycji filmy, książki, foldery, obrazki itp. Regularnie i  uroczyście obchodzimy kolejne rocznice koronacji. W nawiązaniu do daty koronacji, co miesiąc, każdego 28 dnia, obchodzimy Dzień Dziękczynienia za koronację. O godz. 21.00 celebrujemy Apel Jasnogórski, a o 20.30 odmawiamy różaniec. Staramy się więc podtrzymywać istniejącą tradycję. Gdyby tak nie było, może szybko dojść do marginalizacji kultu Maryi Tęskniącej i jego stopniowego zaniku. Jednak wykresy graficzne przedstawione powyżej, napawają ufnością o przyszłość naszego Sanktuarium, które w ostatnich 12 latach w sumie odwiedziło ponad 25 tysięcy pielgrzymów, przybywających w zorganizowanych grupach. Nie rejestrujemy indywidualnych pielgrzymów. Gdyby i ich dołączyć, to liczba ta będzie o wiele większa.

SPOSTRZEŻENIA Z „KOLĘDY”

Zbliża się ku końcowi nasze „kolędowanie” czyli duszpasterska wizytacja parafian. Słusznie jest ona nazywana „kolędą”, ponieważ w rodzinach starałem się na początku naszego spotkania śpiewać jedną z polskich kolęd. Stopień zaangażowania w śpiewie był dla mnie wyznacznikiem ich gorliwości w sprawach religijnej wiary. Po śpiewie następowała lektura Biblii, o ile ktoś przygotował wybrany przez siebie tekst. Po modlitwie i błogosławieństwie - rozmowa z domownikami. Pierwszym spostrzeżeniem z tegorocznej „kolędy” jest zwiększająca się ilość rozwiedzionych małżeństw. W jednym przypadku napotkałem rodzinę z trojgiem dorosłych dzieci, które założyły już własne rodziny. Wszystkie te trzy małżeństwa już są po rozwodzie!!! Zastanawiałem się, co jest przyczyną nietrwałości związków małżeńskich. Doszedłem do wniosku, że przede wszystkim osłabienie więzi z Bogiem, z sakramentami św., i z Kościołem. Młodzi po ślubie rzadko biorą udział w niedzielnej Mszy św., odkładają termin Spowiedzi i Komunii św., przestają modlić się. Skutkiem osłabienia wiary nadprzyrodzonej pojawia się zanik motywacji religijnej w sprawach moralnych. Tak szybko decydując się na rozwód, krzywdzą swoje dzieci. I siebie też. Warto jeszcze zaznaczyć, że młodzi zbyt pochopnie postępują przy doborze współmałżonka. Warto, aby zanim podejmą decyzję, porozmawiali z rodzicami, zasięgnęli rady spowiednika, nawiązali kontakt z proboszczem parafii na terenie, której mieszka osoba, którą zamierzają poślubić i spytali się, czy spełnia podstawowe wymagania, z jakiej rodziny pochodzi, kim są jej rodzice. Kto pyta, ten nie błądzi! Mądry Polak tylko po szkodzie?
Jeśli chodzi o osłabienie wiary w wyniku zaprzestania praktyk religijnych, to podczas „kolędy” niekiedy domownicy mieli problem z odmawianiem nawet modlitwy Ojcze nasz. Łatwo jest odróżnić pomyłkę z powodu emocji od tego, czy ktoś zaprzestał się modlić i zapomniał słów.
Nieraz pada pytanie, jaki procent rodzin przyjmuje nas po „kolędzie”. Gdy chodzi o stałych mieszkańców parafii, to przyjmują kapłana prawie wszyscy. W nowych osiedlach, jak Zapłocie, czy Konstancja, zaprasza nas połowa rodzin. W rozmowie ks. Proboszcz zauważył, że na osiedlu Konstancja zdecydowanie mniej osób przyjmuje kapłana. Druga połowa, to są lokale zamknięte lub zamieszkane przez cudzoziemców. Bywa jednak że ludzie wprost mówią:  -  „nie, dziękuję”. Na mniejszych osiedlach, które ostatnio pobudowano w Powsinie i w okolicy, sytuacja jest nieco odmienna. Tu raczej większość, a niekiedy zdecydowana większość przyjmuje księdza. Można więc powiedzieć, że im mniejsze skupisko domów jednorodzinnych, tym większa skłonność nowych mieszkańców do przyjmowania kapłana po „kolędzie”. Jest część młodych małżeństw, które świadomie i w sposób zdecydowany są związane z Bogiem, z Kościołem i z naszą parafią. Bardzo często widzimy ich w kościele na niedzielnej Mszy św. wraz z dziećmi. Tych można nazwać faktycznymi „wiernymi” parafianami.

LIST Z AFRYKI

Nasz parafianin, Ksiądz Paweł Rawski, z ul. Zakamarek, jest misjonarzem w Kamerunie, nad Zatoką Gwinejską. Jest to kraj większy od Polski, o powierzchni 475 km kw. Ponad połowa obszaru  -  53%  -  to lasy równikowe. Ziemi uprawnej jest 15%. Reszta, to pastwiska i nieużytki. Kraj ten eksportuje banany (drugie miejsce w Afryce pod względem zbiorów), kakao, kawę i bawełnę. Z bogactw mineralnych eksportuje boksyt (glinkę z domieszką rudy żelaza, używaną do wyrobów ceramicznych). Posiada też nieliczne kopalnie rudy cyny, złota i trochę ropy naftowej. Ksiądz Paweł pracuje we wschodniej części Kamerunu. Językiem urzędowym jest francuski. Parafia, w której pełni posługę kapłańską posiada 25 wiosek porozrzucanych w buszu. W dniu 1 listopada, miejscowy biskup, Polak, poświęcił nowo wybudowaną kaplicę, która służy wioskom zamieszkałym przez Pigmejów. W Adwencie misjonarze odwiedzili wszystkie osiedla, gdzie spowiadali, odprawiali Mszę św., szli do chorych. Pracy dla kapłana tam nie brakuje.  Przed Bożym Narodzeniem przyjął święcenia kapłańskie pierwszy rodowity Kameruńczyk. Jest on także pierwszym Afrykańczykiem w Zgromadzeniu Księży Marianów, do którego przynależy i Ks. Paweł Rawski. W liście nadesłanym do nas, Ks. Paweł prosi o modlitwę, aby wytrwał w powołaniu misyjnym. Nie zostawiajmy go samego. Wspierajmy go często przed Bogiem i Matką Najświętszą.


NAJNOWSZE WIEŚCI Z POWSINA 

LINIA AUTOBUSOWA 519 W ZAWIESZENIU

Miejski Zakład Autobusowy (ZTM) chce skrócić przebieg linii autobusowej 519. Ma on kursować z centrum Warszawy (Dworzec Centralny) tylko do Wilanowa. Zamiast tego Powsin ma „otrzymać” nową linię o numerze 239 kursującą z Powsina do Metra Wilanowska. Dziwne. Mamy już 4 linie jadące z Powsina do Metra Wilanowska – 139, 700, 710, 724 oraz 725 do Wilanowa.
Po co jeszcze piąta linia jadąca do metra ? Autobus 519 jest aktualnie jedynym łączącym Powsin z centrum Warszawy bez potrzeby przesiadki. Wiele osób na co dzień korzysta z tej linii, zwłaszcza młodzież dojeżdżająca do szkół w Wilanowie i Mokotowie. Dla starszych wiekiem mieszkańców Powsina, linia 519 jest idealnym rozwiązaniem na dotarcie do centrum miasta bez potrzeby przesiadki. Dotyczy to także osób dojeżdżających do pracy. W jakim celu ZTM chce dokonywać zmiany ? Chodzi oczywiście o finanse. Ratusz Warszawy szuka oszczędności by załatać dziurę w budżecie kosztem mieszkańców Powsina i okolic. Zasadność takiego rozwiązania łatwo jednak poddać wątpliwości – skrócenie linii 519 oraz uruchomienie nowej (239) wiąże się z uruchomieniem kolejnych składów autobusów a co za tym idzie, zatrudnienie kolejnych kierowców oraz opłacanie jeszcze większej ilości paliwa potrzebnego do jazdy. Należy jeszcze zaznaczyć, że takie rozwiązanie skazuje mieszkańców Powsina na dotarcie do centrum miasta za pomocą metra, podczas gdy wiele osób potrzebuje dotrzeć w okolice Mokotowa. Jest jeszcze inna kwestia, którą należy poruszyć – czas przejazdu. W godzinach szczytu al. Wilanowska jest cała zakorkowana, podczas gdy ruch ulicą Sobieskiego odbywa się płynnie – dzięki istniejącemu bus pasowi.
W związku z powyższym prosimy o składanie podpisów pod protestem skierowanym do ZTM. Złóż swój podpis – KONIECZNIE !!
Listy dostępne są na stoliku pod chórem w kościele, w Rejonowej Przychodni Zdrowia w Powsinie oraz wszystkich okolicznych sklepach spożywczych. Prosimy o pomoc bo tylko działając razem mamy szansę na sukces.

Ks. Jan Świstak





Parafia - Sanktuarium
Duszpasterstwo
Wiadomości Powsińskie
Ogłoszenia Parafialne
Cmentarz
Współpraca
Galerie
Linki



Newsletter
Otrzymuj informacje o najowszych wydarzeniach w naszej parafii wprost na Twoją skrzynkę e-mail